Korytarze ratunkowe




To rozwiązanie od lat jest stosowane w wielu państwach Europy. W Polsce wciąż jeszcze trwa nad nim dyskusja, ale tak naprawdę nie ma nad czym się zastanawiać, a kierowcy sami powinni już działać. Bo nie ma czasu. Chodzi o ludzkie życie. Sześć minut. O tyle można przyspieszyć dojazd karetki pogotowia do ofiar wypadku drogowego, jeśli kierowcy - stojąc w korku - zostawią na środku drogi korytarz ratunkowy, którym karetka bez przeszkód dojedzie do celu.

Chodzi o zapewnienie drogi przejazdu karetkom, straży pożarnej i policji. Zwłaszcza na autostradach i drogach ekspresowych. Możliwe jest jednak również na wielu zwykłych drogach. To rozwiązanie stosują Austriacy, Czesi, Niemcy, Słoweńcy i Szwajcarzy. Jeśli kierowca nie zastosuje się i utrudni przejazd ratowników, grozi mu wysoka grzywna. Jak informowała Gazeta Wyborcza - wystarczyłoby odpowiednio zmienić u nas przepisy, a szybka pomoc ofierze wypadku, zatrzymanie krwawienia i ustabilizowanie ciśnienia w ciągu pierwszej godziny znacznie zwiększa szansę na przeżycie. Te kilka minut może zdecydować o życiu i śmierci poszkodowanych.

W 2013 r. na polskich drogach zginęło 3291 osób. Wiele z nich to ciężko ranni, którzy zmarli w ciągu miesiąca, tym samym stając się śmiertelnymi ofiarami wypadku samochodowego. Przeżyliby, gdyby ratunek nadszedł w porę. W ostatnich tygodniach trzy karetki spóźniły się do ofiar. Jednym z powodów jest zachowanie kierowców. Zwłaszcza na drogach ekspresowych i autostradach.


- Autostrady to najbezpieczniejszy rodzaj dróg, jest na nich 6-8 razy mniej wypadków. Tyle że ich skutki są zwykle poważniejsze. A głównym problemem bywa szybkie dotarcie do ofiar - powiedział Gazecie Wyborczej Jacek Gacparski z Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad.

Choć autostrada to taka bezpieczna droga, gdy dojdzie już na niej do wypadku zaczynają się problemy. W Polsce jest to droga dwupasmowa, oddzielona barierami energochłonnymi i ekranami akustycznymi. Gdy po wypadku tworzy się korek, karetka często nie ma jak dojechać. Dwa rzędy samochodów całkowicie blokują przejazd, powoli rozjeżdżając się dopiero, gdy karetka na sygnale jest już bezpośrednio za nimi. Nie pomaga też wcale oddzielony ciągłą linią pas awaryjny, bo często zalegają na nim śmieci, które mogą przebić oponę karetki. Ponadto, jadąc tamtędy ekipa ratunkowa ryzykuje, że wpadnie na inny zaparkowany tam pojazd lub... pieszego, który opuścił stojący w korku samochód. Pas może też niespodzianie zostać zablokowany przez zjeżdżający tam, uszkodzony samochód.

Wszystko byłoby proste, a co najważniejsze – umożliwiałoby szybkie i sprawne dotarcie do poszkodowanych – gdyby stojące w korku samochody od razu tworzyły ratunkowy korytarz, odsuwając się do lewej i prawej krawędzi pasów ruchu, którymi się poruszały. Pomiędzy nimi mogłaby wówczas swobodnie przemknąć karetka, docierając kilka minut wcześniej do poszkodowanych. To jednak wymagałoby pełnej dyscypliny, a co najważniejsze świadomości i wiedzy wszystkich kierowców.

Jak informuje Gazeta Wyborcza - Ministerstwo Infrastruktury i Rozwoju przy wsparciu GDDKiA już opracowało odpowiednią nowelizację prawa o ruchu drogowym. Potrzebna jednak będzie akceptacja ministerstw: zdrowia, sprawiedliwości i spraw wewnętrznych oraz pogotowia ratunkowego, policji i straży pożarnej, a wreszcie - samych kierowców. Nim nowy przepis wejdzie, sami możemy tworzyć miejsce dla karetki, gdy stoimy w korku. To nic nie kosztuje, a może uratować czyjeś życie.

mw, moto.wp.pl